Przemysław Kuźkow, zawodnik Decki Pelplin: Przede wszystkim gratulacje dla WKK, bo to jest ich pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Grają bardzo młodym składem, fajnie, z polotem. Biegają, jest kilku doświadczonych graczy, ale ci młodzi widać, że nie odstają, bo postawili nam dzisiaj bardzo dobre warunki. Z naszej strony – co mam powiedzieć? Jeśli nie broni się jeden na jeden, to żadna obrona nie zafunkcjonuje. Trener powiedział nam w szatni, że jeśli tego nie poprawimy, to nie wyjdzie. Straciliśmy 97 punktów. To mówi samo za siebie. Jeszcze raz gratulacje dla WKK. My musimy posypać głowy popiołem i iść dalej.
Gdzieś w tym sezonie nam tego tempa brakuje. W poprzednim sezonie robiliśmy to dużo lepiej, biegaliśmy do szybkiego ataku. WKK nas nie zaskoczyło, bo wiedzieliśmy, że grają szybko, ale wyszli na drugą połowę z dużo większą energią i koncentracją. Myślę, że to przesądziło. U nas tego zabrakło. Zabrakło komunikacji i przede wszystkim agresywności. Po prostu zagrali lepiej.
Rafał Knap, trener Decki Pelplin: Gratulacje dla WKK. Byliście dzisiaj zdecydowanie lepszą drużyną od nas. W takiej formie, jaką dzisiaj zaprezentowało WKK, na dziesięć najbliższych meczów wygraliby z nami dziesięć. Nas dzisiaj nie było. Tak naprawdę ta konferencja powinna być o zespole WKK, a nie o nas, bo jeżeli mamy mówić o nas, to niestety należałoby użyć kilku nieparlamentarnych słów. Trochę jednak o nas powiem, ale najpierw laurka dla trenerów Derksa i Grzybka oraz młodej drużyny WKK, połączonej z doświadczonymi graczami. Realizacja założeń taktycznych była dzisiaj w wykonaniu WKK majstersztykiem. Jeśli chodzi o rzuty wolne – Maks dzisiaj 13 na 13. Życzyłbym sobie, żebyśmy tak rzucali wolne, chociaż akurat dzisiaj nie było to naszą bolączką, bo mieliśmy 19 na 21. Natomiast nie da się wygrać, jeżeli mamy pewne założenia, a tak naprawdę nasze piątki rozstawiają trener Derks z trenerem Grzybkiem, a my uderzamy głową w ścianę. Zupełnie posypała się nasza gra. Może też za bardzo liczymy na to, że Jayden po kontuzji nas uratuje. Za bardzo liczymy na to, że nagle ubierze pelerynę Supermana i będzie robił wszystko na boisku. Jeżeli mamy posypać głowy popiołem, to tak naprawdę powinniśmy cały kubeł tego popiołu wysypać na nasze głowy. Nie może być tak – tak jak powiedział Przemek – że przegrywamy każdą sytuację jeden na jeden. Gra w koszykówkę polega na tym, żeby ustać jeden na jeden, obronić pick and roll i później zebrać piłkę na bronionej tablicy. Dzisiaj te pierwsze dwie rzeczy zupełnie nam nie wychodziły. Musimy przeanalizować, dlaczego tak się stało. Teraz, na gorąco, może być to trudne, ale mamy przed sobą długą podróż. Niestety w minorowych nastrojach. Musimy pozbierać się jak najszybciej, bo nasi kibice takiej gry nam nie wybaczą i będzie to całkowicie zrozumiałe. Jeżeli będziemy grali tak jak dzisiaj, to długo będziemy czekać na najbliższe zwycięstwo
Plan na ten mecz był taki jak zawsze – wygrać. Jeśli chodzi o szczegóły taktyczne, nie chcę całkowicie się w to zagłębiać, bo siedzielibyśmy tutaj dwie godziny. Przede wszystkim mieliśmy podwajać na low poście. Mieliśmy nie pozwalać określonym graczom na rzuty za trzy punkty, a oni nie mieli prawa oddawać takich rzutów. Wchodzimy w mecz i od razu trafiają nam trójki. Mieliśmy podwajać pick and roll, nie zrobiliśmy tego i od razu straciliśmy sześć punktów. Oczywiście mieliśmy grać szybko, a w pewnym momencie dostosowaliśmy się do tempa rywala. Ja bardzo szanuję takich graczy, którzy potrafią wykorzystywać swoje przewagi. Porównam to znowu do szachów: dzisiaj zbili nam królową w pierwszej odsłonie, w trzeciej kwarcie nastąpił szach-mat i tak naprawdę później były już dożynki. To kolejny mecz z rzędu, po którym mam duże zastrzeżenia do moich graczy, jeżeli chodzi o walkę. W zeszłym roku wygraliśmy wiele meczów charakterem. Zostawiliśmy trzon zespołu, zostało dziesięciu graczy, a filozofia gry praktycznie się nie zmieniła. Na razie jesteśmy jednak daleko w tyle za ligową czołówką. Nawet nie tylko za czołówką, ale również za drużynami, które będą walczyły o miejsca w pierwszej dziesiątce.
Żeby stać w strefie, trzeba umieć bronić jeden na jeden. To jest takie moje ulubione powiedzenie. Nie chcieliśmy otworzyć rywalom rzutów za trzy punkty. Przez chwilę postawiliśmy strefę, później „fałszywą” strefę. Być może wybroniliśmy w ten sposób dwie piłki, ale później stanęliśmy w ataku. Było za mało czasu, żeby cały czas w ten sposób bronić. Woleliśmy podejść trochę wyżej z pressingiem. Może tutaj przyjechać Phil Jackson i rozpisać 18 sposobów obrony pick and rolla, 18 różnych obron, sztuczek na bronionej połowie, ale nic z tego nie wyjdzie, jeżeli nie bronimy jeden na jednego. Jeżeli przegrywamy jeden na jeden i szukamy winy u wszystkich, tylko nie u siebie, to niestety musimy usiąść nad obroną pick and rolla, obejrzeć te trzy mecze 30 razy i porozmawiać o niektórych sytuacjach, które na poziomie pierwszej ligi nie mają prawa mieć miejsca. W końcu jesteśmy profesjonalistami i bierzemy za to pieniądze. Nie może być takiej historii. Jeżeli zawodnik mówi mi: „Ale ja się staram”, to gdyby się nie starał, nie byłoby go w drużynie. Nie grałby tutaj. To byłaby dywersja, sabotaż. Zawsze mam na to jedną odpowiedź: nie staraj się, tylko zrób. Jest mi przykro. Zostaliśmy upokorzeni. Czeka nas ciężki powrót do Pelplina.
Maksymilian Zagórski, zawodnik WKK Active Hotel Wrocław: Na pewno bardzo się cieszymy, bo jest to dla nas w pewnym sensie przełamanie. W dwóch pierwszych meczach przegraliśmy. Może nie powiedziałbym, że wyraźnie, ale czuć było, że troszeczkę nam brakuje do tej wygranej. Dzisiaj od samego początku byliśmy bardzo zmotywowani i próbowaliśmy trzymać się game planu. Myślę, że nie przez pełne 40 minut, ale przez bardzo dużą część meczu nam się to udawało. Zarówno w obronie, gdzie próbowaliśmy zabrać im rzuty, które z reguły trafiają i które lubią oddawać, jak i w ataku. W końcu byliśmy konsekwentni. Jeżeli coś przynosiło nam dobre skutki, próbowaliśmy to kontynuować i atakować tych samych zawodników. Myślę, że również dlatego oddaliśmy tak dużo rzutów osobistych. Generalnie cieszy nas to, że jest to dla nas jakiś oddech, bo liga jest w tym roku tak mocna, że słabsze rozpoczęcie sezonu może zaraz przekreślić całą pozostałą część. Musimy się gdzieś tam trzymać, zwłaszcza że teraz mamy mecze, które bardzo będziemy chcieli wygrać. Mam nadzieję, że to zwycięstwo też nas troszeczkę napędzi.
Przez cały mecz czułem, że od samego początku mieliśmy nad nim – może nie kontrolę – ale uważam, że byliśmy dzisiaj troszeczkę lepszą drużyną, dlatego stopniowo budowaliśmy sobie przewagę. Nawet kiedy był taki moment, że chyba na początku prowadziliśmy, a później zrobiło się 32:30 dla Pelplina, cały czas kontynuowaliśmy to, co chcieliśmy grać. W pewnym momencie po prostu zaskoczyło i zanotowaliśmy serię punktową. Wydaje mi się, że zadecydowała konsekwencja, o której mówiłem. Kiedy zbudowaliśmy przewagę, nawet gdy Pelplin wracał na cztery czy sześć punktów, byliśmy dzisiaj bardziej chłodni w tym wszystkim. Nie traciliśmy głowy i wracaliśmy do podstaw, które wcześniej dawały nam prowadzenie.
Ronald Derks, trener WKK Active Hotel Wrocław: Najbardziej oczywistą rzeczą jest oczywiście to, że jestem bardzo szczęśliwy ze zwycięstwa. Myślę, że pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, która może rywalizować w tej lidze. Oczywiście nadal mamy rzeczy do poprawy, ale zdecydowanie możemy dobrze prezentować się na tym poziomie. Cieszę się, że zawodnicy dzisiaj to pokazali. Jeśli chodzi o sam mecz, chcieliśmy być agresywni, grać z pewnością siebie i dzielić się piłką. Myślę, że wykonaliśmy pod tym względem dobrą pracę. Mieliśmy 27 asyst. W poprzednim meczu z Lesznem mieliśmy ich około dziesięciu. To ogromna różnica. Oddaliśmy również 43 rzuty wolne, ponieważ cały czas atakowaliśmy rywali. Wiedzieliśmy, że Decka jest fizycznie grającym zespołem. Zamiast się cofać, trzeba było odpowiedzieć na tę fizyczność i grać pomimo niej. Jeżeli trafiasz ponad 80 procent rzutów wolnych, dzielisz się piłką i realizujesz założenia w defensywie – tak jak powiedział również Maks – możesz rozgrywać takie mecze jak dzisiaj. Jestem bardzo zadowolony. Cieszę się, że wygraliśmy. Teraz czekam już na kolejne spotkanie.
Nie zmieniliśmy naszych podstawowych założeń. W tym tygodniu bardzo mocno skupialiśmy się jednak na dzieleniu się piłką i podejmowaniu szybkich decyzji. Oczywiście Leszno jest zupełnie inną drużyną niż Decka. Decka wywiera bardzo dużą presję i często zmienia krycie. Wiedzieliśmy więc, że jeżeli będziemy działać szybko, pojawią się okazje do wykorzystania przewag wynikających z niedopasowania krycia. Na tym rzeczywiście mocno się skupialiśmy. Nie była to jednak żadna fundamentalna zmiana w naszej grze.
