Mają dwa dni wolnego i nie chcę ich widzieć

,

Lista aktualności

Mają dwa dni wolnego i nie chcę ich widzieć

Dwie dogrywki, ogromne emocje i zwycięstwo KKS Polonii Warszawa w Kołobrzegu! Stołeczny zespół pokonał Datzzy Kotwicę Port Kołobrzeg po niezwykle wyczerpującym spotkaniu, w którym o końcowym rozstrzygnięciu decydowały detale. Po meczu jego przebieg podsumowali trenerzy oraz zawodnicy obu drużyn.

Obraz

,

 

Rafał Frank, trener Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Na pewno gratulacje dla zespołu Polonii. Widać było, że szukają swojej szansy na zwycięstwo. My graliśmy pierwszy raz przed własną publicznością. Widać, że chłopacy bardzo chcieli ten mecz wygrać i troszeczkę zabrakło nam w niektórych elementach egzekucji takiej stuprocentowej. Drobne błędy, detale się wkradły. Wiadomo, że na końcu jedno posiadanie w tę czy w tę to troszeczkę szczęścia, bo tu piłka gdzieś ucieknie, ktoś nie trafi jednego rzutu, ktoś trafi i to wszystko na jednym posiadaniu może być w dwie strony za każdym razem. Na pewno trzeba pogratulować obydwu zespołom zaangażowania przez cały mecz, łącznie z tymi dwoma dogrywkami. U nas troszeczkę taka złość sportowa teraz jest, bo wiadomo, nawet jak gdzieś tam coś nie idzie i czasami troszeczkę więcej szczęścia ma przeciwnik, to niestety lepiej byłoby ten mecz przechylić na swoją stronę. Niestety musimy mieć troszkę pokory sportowej. Zobaczymy to wszystko jeszcze raz przeanalizujemy, poprawimy te rzeczy, które musimy poprawić, i musimy być gotowi mentalnie na następne spotkanie więc nie chciałbym załamywać jakichś głów i nie chciałbym, żeby chłopacy mocno to przeżywali. No niestety, musimy pogodzić się z tym i uszanować zwycięstwo rywali, a swoją pracę doprowadzić do tego żeby być przygotowanym na kolejne spotkanie.

Miłosz Góreńczyk, zawodnik Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: po prostu w poniedziałek wracamy do pracy, poprawiamy rzeczy, które nie do końca dzisiaj dobrze funkcjonowały. Próbujemy w kolejnym meczu założenia, które faktycznie sobie wprowadzamy przed spotkaniem, dobrze wykonać i miejmy nadzieję, że kolejne spotkanie przechylimy szalę na naszą korzyść.

Łukasz Dziergowski, trener KKS Polonii Warszawa: Przede wszystkim to gratuluję zespołowi Kotwicy, bo to był… No i chłopakom też, bo dla jednych i drugich to był mecz naprawdę wyczerpujący. Już im zapowiedziałem, że mają dwa dni wolnego i nie chcę ich widzieć. Co do meczów, no tak, z WKK ostatnie dwa mecze tu wygraliśmy, więc to jest trzeci z rzędu, więc też fajnie, że tak to wyszło. Natomiast co do meczu, no dwie dogrywki. Co tu można dużo mówić? Gal nam znowu za pięć fauli spada, Przemek, Maks Duda, więc to jest takie na wyczerpanie. Kto ma więcej siły, kto ma… W sumie to tam nie ma taktyki za wielkiej, bo na czasie jakimś tam czy w przerwie między kwartami Kobi mówi, że tutaj po prostu musimy się złapać za ręce i być po prostu zespołem, i grać razem, i walczyć o każdą piłkę, i po prostu być skoncentrowani, i nie popełnić błędu. Fajnie, że wygraliśmy. Łukasz dzisiaj zagrał naprawdę bardzo dobry mecz. Dał nam oddech w trzeciej kwarcie, w której Kotwica zdobyła przewagę. Wróciliśmy, więc też cieszę się z tego, że zespół żyje, że ma liderów i potrafi też uruchomić innych zawodników. Gratuluję chłopakom, bo długa droga przed nami i na pewno lepiej się wraca, jak się ma dwa punkty, po takim jeszcze meczu.

Ten mecz, tak jak patrzę teraz w statystyki, szesnaście asyst - jedenaście asyst. To nie był może porywający mecz, ale bardzo taki błotny mecz walki i to naprawdę, kto tutaj po prostu przepchnie, ten wygrywa, taki bardzo taktyczny i fizyczny, więc tym bardziej się cieszymy. Też chciałem jeszcze zaznaczyć, że w szatni między pierwszą a drugą połową byliśmy chyba tak z trzy minuty. Jakoś tak…
Chłopcy wiedzą, co robić. Nie ma co dużo gadać. Po prostu trzymać to, co sami zakładaliśmy sobie w grze, i tyle, po prostu na charakterze grać. Co tu dużo jeszcze taktyki jakiejś wrzucać chłopakom, kiedy oni walczą i adrenalina buzuje.

Łukasz Kłaczek, koszykarz KKS Polonii Warszawa: To była po prostu walka. Tu jakiś mały detal może zadecydował o wyniku, tu już nie ma pięknej gry. Tam po prostu kto wyrwał jedną piłkę więcej, kto trafił jeden osobisty, tak naprawdę jeden rzut, ten wygrał ten mecz. Wszyscy dali z siebie sto procent i mieliśmy więcej szczęścia. Dużo się już nie da powiedzieć. Koledzy we mnie wierzą. Na treningach pokazuję, że umiem rzucać, więc dzięki nim, dzięki trenerowi i wszystkim udało się trafić cztery trójki na dziewięć. To chyba mój rekord osobisty.