Nikola Avramović: Mamy jasny cel na play-off

,

Lista aktualności

Nikola Avramović: Mamy jasny cel na play-off

Osłabiona brakiem kontuzjowanych Jaylena Raya oraz Szymona Szmita PGE Spójnia Stargard nie zdołała nawiązać równorzędnej walki z ŁKS-em Coolpack Łódź przegrywając na własnym parkiecie, 66:95. W półfinałowej serii łodzianie prowadzą 1:0.

Obraz

,

 

Igor Urban, koszykarz ŁKS-u Coolpack Łódź: Na pewno bardzo intensywny mecz. Pierwsza połowa naprawdę była bardzo trudna. Staraliśmy się grać jak najszybciej, egzekwowaliśmy to i to dawało nam pozytywny rezultat. Bardzo się cieszę, że przez, może nie przez 40 minut, ale w trakcie całego meczu staraliśmy się egzekwować założenia, które sobie założyliśmy przed meczem i przez to kończymy z takim wynikiem. Naprawdę cieszy to, że zaczęliśmy rundę zwycięstwem, ale tak naprawdę jeszcze dużo grania przed nami. Musimy wrócić do hotelu, wypocząć i jutro kolejny dzień.

Nikola Avramović, trener ŁKS-u Coolpack Łódź: Najpierw chciałbym pogratulować mocnej walki. Nie jestem tu od początku sezonu, ale wiem, że Spójnia miała też problemy z kontuzjami na początku sezonu i chcę pogratulować twardej, niesamowitej walki pomimo kontuzji Raya i Szmita. Drużyna była w podobnej sytuacji kilka miesięcy temu. Wiem, że to dla nich trudne, pomimo tego bardzo mocno walczyli. Co do meczu, nikt nie wygrywa meczu już w pierwszej kwarcie. To był dobry mecz walki dla nas. Początkowo mieliśmy pewnie problemy z koncentracją, ale w przerwach powiedzieliśmy sobie o swoich problemach i je poprawiliśmy i na szczęście wygraliśmy mecz. Mamy jasny cel na play-off i zrobimy wszystko, by wypełnić swoje zadanie.

Wiktor Rajewicz, koszykarz PGE Spójni Stargard: Na początku dziękuję bardzo kibicom za wsparcie do samego końca. Wiem, że przy takim wyniku ciężko się ogląda spotkanie, ale oni na pewno cały czas nas wspierają. Liczymy tak samo na nich jutro, że nas poniosą do zwycięstwa, 1-0 to wynik naszej rywalizacji. Musimy przeanalizować to spotkanie, zobaczyć z chłodną głową, co dokładnie nie funkcjonowało. Na pierwszy rzut oka na pewno widzę, że punkty ze strat oraz zbiórki, ale na pewno nie można nam zarzucić, że nie walczyliśmy, że się nie staraliśmy, bo to na pewno było widać na pakiecie. Tak jak mówię, wracamy trochę oczyścić głowy, jutro spotkać się przeanalizować, co zrobiliśmy źle i walczymy o 1-1 na swoim pakiecie.

Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Po pierwsze, tak jak Wiktor, chciałbym podziękować kibicom za to, że tłumnie przyszli nas dopingować w tym bardzo ważnym momencie sezonu. Oczywiście nie tak sobie wyobrażałem to spotkanie. Wiedzieliśmy jak taktycznie gra ŁKS. Mieliśmy tutaj, nawet pomimo tego, że graliśmy w środę odpowiednio dużo czasu, aby zadbać o te najważniejsze rzeczy, rzeczy priorytetowe, wiedzieć jaki styl prezentuje rywal. W pierwszej połowie dosyć dobrze funkcjonowało wiele elementów naszej gry. Ograniczyliśmy swoje straty. Nie pozwalaliśmy na zbyt dużo kontrataków. Mieliśmy pewne problemy ze zbiórką, natomiast brakowało nam skuteczności, bo tylko dwie trafione trójki w pierwszej połowie. Mieliśmy dobry moment w trzeciej kwarcie. Mówię o tym czasie, kiedy zeszliśmy na sześć punktów straty, ale później znowu akurat nasze straty i przede wszystkim punkty z kontrataku, którymi daliśmy się napędzić rywalowi, spowodowały, że ten wynik szybko nam uciekł. Słabo zareagowaliśmy, nie byliśmy tak naprawdę w stanie wrócić do tego spotkania i wydawało się, że ŁKS ma je pod kontrolą. Trudno oczywiście się mówi po takim meczu, bo dzisiaj nie daliśmy rady z tą intensywnością, którą ŁKS zaprezentował, mieliśmy duże problemy z konstruowaniem naszego ataku, tak aby działo się to w sposób płynny. Natomiast teraz sztuką będzie to, abyśmy mentalnie szybko przygotowali się na kolejne spotkanie, jakim jest jutrzejsze spotkanie. W play-offach tak często bywa, że jeden i drugi mecz mogą być kompletnie inne. Tak jak też Wiktor powiedział, ja nie mam zastrzeżeń do tego, jak zaangażowani byli dzisiaj nasi gracze. Walczyli. Nie starczyło nam może i sił, i pomysłu, aby z ŁKS rywalizować przez 40 minut, ale wierzymy w to, że jutro będzie zupełnie inaczej.

Z tego, co wiem, to nie tylko klub ma wpływ na to, o której rozgrywane są godziny spotkań. Są też jakieś regulaminy dotyczące choćby transmisji na Emocjach, także my nie jesteśmy tak naprawdę od tego, nie mamy decydującego wpływu na to, o której godzinie rozgrywane są mecze. Gra dzień po dniu sama w sobie jest bardzo trudna, ale mam nadzieję, że szybko się zregenerujemy i zrobimy wszystko, co można zrobić, aby jutro być przygotowani tak dobrze, jak można być.

Wszystko ma wpływ i na nas i na ŁKS, ale jaki to będzie wpływ, to zobaczymy jutro. Myślę też, że dwie godziny w jedną czy w drugą to nie są kwestie decydujące o tym, jak będzie wyglądało spotkanie. My jesteśmy od tego, aby po prostu dostosować się do terminarza, w jakim gramy, do godzin rozgrywania spotkań i przygotować się tak, abyśmy grali najlepiej, jak to możliwe i żebyśmy walczyli, także tutaj też nie ma żadnego potrzeby szukania jakichkolwiek wymówek, bo nie ma takich, po prostu jutro jest mecz o 18.00 i koncentrujemy się na tym, żeby zagrać lepiej w koszykówkę niż to się dzisiaj wydarzyło.

Widzę, że Ci młodsi zawodnicy zagrali nieco więcej niż półtorej minuty, ale tam dosyć długo, pierwszy był Bartek Góralski, już przygotowany do zmiany, do niego zaraz dołączyło dwóch kolejnych. Planowałem tę zmianę trochę wcześniej, ale akurat tak się sytuacja wydarzyła, że nie było dosyć długo żadnego gwizdka, faulu czy przerwy w grze. Myślałem, że zagrają trochę dłużej, ale wyszło w ten sposób.

Wiadomo, że chcielibyśmy grać w pełnym składzie, tutaj nie zapominajmy jeszcze o tym, że Olek Jęch też jest poza składem od lutego i to nam uszczupliło tę rotację, podkoszową. Natomiast jeszcze raz powiem, żadnych wymówek, gramy teraz w takim składzie, a jeżeli chodzi o wpływ na naszą drużynę, to sobie ocenimy po zakończonej serii. Dzisiaj to wyglądało źle, natomiast ja mam pełną wiarę w to, że jutro zagramy znacznie lepiej, będziemy w stanie stawić czoło ŁKS-owi i namieszać w tej serii, a jeżeli chodzi o te kontuzje, które się wydarzyły ostatnio, czyli Szymon Szmit i Jaylen Ray, to też przede wszystkim szkoda mi tych chłopaków, bo włożyli mnóstwo pracy w to, aby grać jak najlepiej dla tej drużyny, aby robić postępy indywidualne. Myślę, że Państwo widzieli, jak rozwija się jeden i drugi i jak wyglądaliśmy ostatnio dobrze, kiedy oni byli w składzie, także to jest bardzo trudne dla zawodnika, zresztą dla trenera wiadomo, dla zespołu wiadomo, dla kibiców chyba też wiadomo, ale dla tych dwóch koszykarzy to jest po prostu smutna sytuacja, że takie kontuzje przydarzyły się w takim momencie i uniemożliwiają im grę.