Dariusz Kaszowski: Pozwoliliśmy im się rozpędzić

,

Lista aktualności

Dariusz Kaszowski: Pozwoliliśmy im się rozpędzić

Pierwsza połowa meczu w Starogardzie Gdańskim przebiegała minimalnie pod dyktando Solvera Sokoła Łańcut. Po powrocie z szatni dominowały Kociewskie Diabły, które zwyciężyły 94:81 obejmując tym samym prowadzenie 1:0 w serii ćwierćfinalowej play-off. 

Obraz

,

 

Dariusz Kaszowski, trener Solvera Sokoła Łańcut: Zacznę od gratulacji za pierwsze zwycięstwo w serii zespołowi gospodarzy. Przede wszystkim do poprawy u nas na pewno druga połowa. W trzeciej kwarcie bardzo źle zaczęliśmy to spotkanie, 22:13, w trzeciej kwarcie pozwoliliśmy zespołowi gospodarzy się rozpędzić. Takie najważniejsze rzeczy moim zdaniem, jeżeli chodzi o błędy w tej drugiej połowie, to przede wszystkim ilość strat, bo popełniliśmy ich aż 13 z czego wiele było niewymuszonych, wiele przy próbie dogrania do Milana jakieś wymyślaliśmy, po prostu jakieś lotki i to pozwalało w łatwy sposób wyprowadzać kontry zespołowi gospodarzy i zdobywać łatwe punkty. Dodatkowo decyzyjność też nasza pozostawia wiele do życzenia, bo jak tutaj widzę w drugiej połowie 2/14 za trzy punkty, więc to jest na pewno też element, który wpłynął na wynik w tej drugiej połowie, ale play-offy to nie jest jeden mecz, tylko seria. Będziemy robić wszystko, żeby przygotować się lepiej do jutrzejszego spotkania, wyciągnąć wnioski z dzisiejszej porażki i jutro powalczyć o zwycięstwo.

Na pewno zespół gospodarzy bardziej i mocniej przycisnął w obronie, by przede wszystkim był większy, mocniejszy nacisk na graczach z piłki. Powalczyli obrońcy też mocno na zasłonach od piłki. Mieliśmy utrudnione budowanie naszych setów i tutaj zaczęliśmy właśnie to, co powiedziałem na samym początku, robić po prostu jakieś kombinacje alpejskie i z tego właśnie wyszło tych 13 strat i nasza gra się po prostu posypała w ataku, a jak była słaba gra w ataku, w obronie też zaczęły się robić głupoty, bo zespół chciał bardzo szybko wrócić, nadrobić te straty, które powstawały i przede wszystkim, co mogę powiedzieć, padła koncentracja i to jest najważniejsze w tym momencie, żebyśmy nie ulegali tak szybko emocjom i po prostu grali swoją koszykówkę, wyciągnąć wnioski z tego systemu obrony, którą zaproponował na drugą połowę trener gospodarzy i grać swój basket. Jeżeli będziemy po prostu tak nerwowo podchodzić do swoich obowiązków, to będzie się to kończyło, nie zawsze to przyniesie pozytywny efekt. Dzisiaj było to pokazane właśnie, że to tylko i wyłącznie nakręciło gospodarzy. Druga rzecz, szybkość też rozgrywania tych spotkań. Runda zasadnicza kończy się w środę, weekend gramy play-offy. My nie wiedzieliśmy, zresztą zespół z gospodarzy też nie wiedział do końca, z kim przyjdziemy rywalizować, nie mówię tutaj już o przygotowaniach nawet taktycznych do tej rywalizacji, ale samo to, że jedziemy do Opola, gramy w Opolu, wracamy nad ranem w czwartek, delikatny trening, delikatny rozruch i wieczorem się pakujemy na wyjazd na drugi koniec Polski więc to też uważam, że miało jakiś wpływ na temat przygotowań naszego zespołu do tego pierwszego spotkania.

Uważam, że zespół gospodarzy wszedł bardzo mocno agresywnie w obronie. Zmienił gracza kryjącego, rozgrywającego, dał mocniejszych fizycznie graczy. Tam Michał Sitnik zaczął z kryciem Mateusza, więc tutaj też w pewnym momencie jakiś to był problem dla nas, ale i tak jak wspomniałem, przede wszystkim na tej walce na zasłonach od piłki względem budowania naszych setów zagraliśmy po prostu za miękko, nie tak jak w play-offach, gdzie trzeba mocno powalczyć o to, żeby pobić się tak, o wypracowanie pozycji, jak i utrudnić przeciwnikowi wyjście na tą pozycję.


Mateusz Kaszowski, koszykarz Solvera Sokoła Łańcut: Tak jak trener wspomniał, gratulacje dla SKS-u, gratulacje dla tutejszej publiczności, ponieważ stworzyli widowisko godne play-offów. Osobiście uwielbiam tutaj grać, zawsze tutaj hala żyje i jest dla kogo grać, więc to jest super. Tak jak trener wspomniał, zazwyczaj my kręcimy się wokół 10 strat, dzisiaj popełniliśmy ich 20, co ma odwzorowanie na liczbę rzutów oddanych w tym meczu. Oddajemy 10 rzutów mniej w całym spotkaniu. Jak dobrze pamiętam, był wynik 40:50 na naszą korzyść w pierwszej połowie. Od tamtego momentu przegrywamy 54:31 w takim ważnym meczu jak play-offy. Jeżeli jest taki run, to ciężko później się pozbierać i ciężko wyjść zwycięsko. Widzę, że tutaj czas na prowadzeniu jest podobny, natomiast tak jak mówię, gdzieś w tej drugiej połowie straciliśmy trochę swoje DNA i tak jak mówię, te straty nas trochę pogrążyły. Też jedna ciekawa sytuacja odnośnie tego w tamtym momencie, w którym dostałem w twarz od Rafała Komendy. Była wideoweryfikacja, uważam, że to też był jeden z kluczowych momentów, gdzie faktycznie dostałem w tą twarz i myślę, że Rafał Komenda też to potwierdzi, bo sam mnie przepraszał i w tamtym momencie kompletnie nie rozumiem tej sytuacji, dlaczego piłka została przy SKS-ie. Myślę, że wtedy było, nie wiem, 4 czy 6 punktów. Myślę, że jeden z kluczowych momentów. Daliśmy się ponieść emocjom i poszliśmy mentalnie w dół, także co tu dużo mówić. Przepraszamy naszych kibiców i obiecujemy, że w dniu jutrzejszym wyjdziemy na boisko i damy z siebie maksa, żeby wyrwać chociaż jedno zwycięstwo na tym gorącym terenie, jakim jest Kociewie.

My również jesteśmy bez jeszcze Mateusza Bręka, który cały czas zmaga się po urazie, Filip Zegzuła nie gra, nasz jeden z liderów i do tego mamy jeszcze parę problemów zdrowotnych wewnątrz zespołu, także w żadnym wypadku nie wkradło się żadne rozróżnienie w związku z brakiem Buckinghama. Wiemy, jak ważnym zawodnikiem był Buckingham dla Starogardu, natomiast my również niestety mamy swoje problemy zdrowotne i mam nadzieję, że uda nam się z tego pozbierać, bo bardzo ważni zawodnicy również do naszego przede wszystkim defensu są aktualnie wyłączeni z gry, ale tak jak mówię, nie składamy broni w żadnym wypadku. Jutro wychodzimy na mecz i jutro jest nowy dzień, jutro jest 0-0 i chcemy wygrać na Kociewiu.

Bartosz Majewski, koszykarz SKS-u Fulimpex Starogard Gdański: Bardzo ciężki mecz, pierwszy mecz playoffów, zawsze jest troszkę więcej stresu, większa adrenalina i myślę, że to było widać w pierwszej połowie, gdzie pozwalaliśmy zespołowi z Łańcuta na zbyt wiele, 51 straconych punktów to zdecydowanie za dużo. Grali swoją koszykówkę, napędzali się i byliśmy w dużych tarapatach. Cieszę się, że w drugiej połowie wyszliśmy zupełnie z inną energią. Pierwsze półtorej minuty bodajże zrobiliśmy run 8-0 i od tego wszystko się zaczęło. Zmieniliśmy, nasze nastawienie w obronie było zupełnie inne. Zatrzymaliśmy Łańcut w drugiej połowie na 30 punktów, a to jest naprawdę bardzo dobry wynik patrząc na to, jakim są ofensywnym zespołem. Bardzo się cieszymy ze zwycięstwa, aczkolwiek jest to pierwszy krok, musimy takich kroków wykonać trzy. Teraz się regenerujemy. Dziękujemy kibicom za świetny doping, za super atmosferę i do zobaczenia jutro.

Cały sezon borykamy się z jakimiś kontuzjami. Zagraliśmy trzy spotkania w pełnym zestawieniu, ale na pewno chcieliśmy wygrać m.in. też dla Bucka. Wiemy, że bardzo chciałby tu być, przeżywał to, że nie może nam pomóc i można powiedzieć, że dedykujemy to zwycięstwo również jemu. Gdy wypada jeden zawodnik, to na pewno jest to okazja dla innego zawodnika, ponieważ rotacja jest dużo mniejsza. Na pewno będzie ciężko zastąpić Bucka, aczkolwiek zrobiłem wszystko, żeby ta pustka po nim była jak najmniejsza. Na pewno tutaj też kładliśmy duży nacisk na to, żeby grać fizycznie. Wiedzieliśmy, że pomimo tego, że nie ma Bucka, liczba zawodników jest po naszej stronie i każdy, kto wszedł, wniósł swoją cegiełkę do zwycięstwa i z tego się bardzo cieszę.

 

Darko Radulović, trener SKS-u Fulimpex Starogard Gdański: To był mecz dwóch połów, pokazaliśmy dwie twarze. W pierwszej połowie byliśmy raczej słabi – w komunikacji, w grze jeden na jeden. Zabrakło indywidualnej odpowiedzialności, która powinna być na lepszym poziomie, ale w drugiej połowie byliśmy już inną drużyną. Wzrosła agresywność i fizyczność w obronie. Łańcut zdobył tylko 30 punktów w drugiej połowie, co obrazuje różnicę, jaką zrobiliśmy. W ataku zagraliśmy dobrze – 94 zdobyte punkty, i to nie dzięki jakiejś ogromnej skuteczności, bo 26% za trzy punkty i 61% za jeden punkt to nie są dobre procenty, a mimo to zdobyliśmy 94 punkty. To, że Łańcut miał 20 strat, pokazuje, że zmieniliśmy naszą grę w drugiej połowie.

W przerwie powtarzaliśmy sobie, żebyśmy byli agresywni – taki mamy styl gry, ale musimy sobie czasem o tym przypominać. Wiedzieliśmy, że musimy być bardziej agresywni i fizyczni. W play-off szczegóły mogą tkwić w taktyce, ale to mały procent całej gry. Dużym czynnikiem jest to, jak bardzo chcesz być sprawny fizycznie, jak dobrze będziesz się komunikował na boisku, jak mocno powalczysz o zbiórkę. To podstawowe aspekty gry, które sprawiają, że jesteś lepszy w play-off i wygrywasz. W play-off nie ma wielu sztuczek – wiesz, że nie możesz dorzucić specjalnej zagrywki, możesz pracować dwa razy mocniej i tyle.

Wziąłem przerwę w końcówce meczu, bo chciałem ustawić jeszcze jedno posiadanie w ataku. To nie był przejaw braku szacunku do rywala. Mam ogromny szacunek do trenerów.