Wiktor Sewioł, koszykarz ŁKS-u Coolpack Łódź: Gratulacje dla drużyny ze Stargardu. My dobrze weszliśmy w ten mecz, a tak naprawdę pierwsza kwarta była jedyną, którą wygraliśmy. Szczególnie najgorsza była kwarta czwarta, która powinna być najważniejsza, w połowie był remis. Na pewno w tej czwartej kwarcie trochę zabrakło nam spokoju, wyrachowania, to, co Spójnia robiła od nas lepiej. Na pewno nie zatrzymaliśmy Szymona Szmita, który zagrał bardzo dobry mecz, ofensywny, dużo desek. Trochę zabrakło nam, szczególnie w tej końcówce meczu, realizacji tego, co próbowaliśmy na początku, dlatego daliśmy Spójni odskoczyć. Później było trochę za późno.
Robert Skibniewski, trener ŁKS-u Coolpack Łódź: Gratulacje dla Spójni. Gratulacje dla Szymona, który zagrał kapitalny mecz. Szkoda tego meczu, bo wiedzieliśmy, że Spójnia ma nóż na gardle. Wiedzieliśmy, że wyjdą bardzo mocno zmotywowani po ostatnim, bardzo słabym meczu w Kołobrzegu. Tak jak Wiktor powiedział, początek meczu, pierwsza połowa całkiem niezła. Wygrywaliśmy dziesięcioma punktami i głupie błędy, brak koncentracji. Ta koncentracja bardzo często dzisiaj szwankowała. Wiedzieliśmy jak Spójnia będzie grała, taktycznie byliśmy przygotowani, gdzieś w pewnych momentach, tak jak wspomniałem, ta koncentracja zawiodła. Niedogadania na zasłonach, przez co były nieporozumienia w obronie i boli mnie to, bo wiemy o co gramy. Wiemy, o co gra ŁKS Łódź, wiemy, o co gra Spójnia Stargard. To był taki test dla nas, którego niestety nie zdaliśmy. Będziemy pracować dalej. Musimy poprawić te błędy, które dzisiaj były widoczne. Przede wszystkim musimy pracować nad tym, żeby trzymać się tego, co sobie ustaliliśmy, bo z tak doświadczonym zespołem, jakim jest Spójnia, nie można takich błędów popełniać. Dostaliśmy dzisiaj srogą lekcję i mam nadzieję, że wciągniemy z niej lekcję i w przyszłości tych błędów nie będziemy popełniać.
Tak, wiele się o nas mówi. Są duże plany. Wzrosła presja na wszystkich dookoła, ale przyjmujemy to, chcemy wziąć w tym udział. Chcemy osiągnąć ten cel i myślę, że jeszcze do końca okienka transferowego coś może się wydarzyć.
Szymon Szmit, koszykarz PGE Spójni Stargard: Na początku chciałbym podziękować kibicom za doping. Uzgodniliśmy z drużyną, że dzisiaj nie przejdziemy dookoła, nie zbijemy piątek. Wiemy, że ten incydent po ostatnim meczu był spowodowany przez jednostki, ale tak zdecydowaliśmy, żeby to wybrzmiało. Jednak dziękujemy wszystkim, bo dzisiaj naprawdę było halę słychać. Co do meczu, to myślę, że wyglądaliśmy dzisiaj naprawdę solidnie jako drużyna. Piłka chodziła w ataku, pomagaliśmy sobie w obronie i rezultatem jest dzisiaj wysokie zwycięstwo.
Myślę, że ta ostatnia porażka bardzo nas zmotywowała. Na pewno we wszystkich dzisiaj buzowała taka sportowa złość. Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy dużo lepsi niż to, co zagraliśmy w Kołobrzegu. Dzisiaj naprawdę nie trzeba było nikogo dodatkowo motywować do meczu.
Takie indywidualne występy bardzo cieszą, ale też przede wszystkim cieszy to, że nasza gra zespołowa idzie do przodu. Dzisiaj tej walki na pewno nie brakowało i na deskach, i w obronie, i w ataku. Rzucaliśmy się na bezpańskie piłki, mam nadzieję, że ten progres będzie jeszcze szedł do przodu, żebyśmy mieli optymalną formę na play-off.
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Gratuluję bardzo mocno moim zawodnikom występu w dzisiejszym spotkaniu, bo tak jak tutaj wiadomo, różne tematy, ostatnio zaprezentowaliśmy się tak, jak już raz na konferencji opowiadałem i dlatego nie chcę za dużo wracać, ale tutaj wyzwoliło to w nas dodatkowo motywację do tego, aby bardzo dobrze się przygotować do tego meczu. Myślę, że to spotkanie pokazało, że możemy grać bardzo dobrze i rywalizować ze wszystkimi w lidze. I niech to będzie taki sygnał dla nas przede wszystkim, na jaki poziom możemy się wspiąć w obronie i w ataku, jeżeli też chodzi o poziom skupienia nawet i żeby to się przełożyło już na mecz w Opolu. Tak jak tutaj też trochę Szymon mówił o tym, czy takie pytania już padały, mieliśmy na początku problemy, bo znowu graliśmy tak trochę chaotycznie, było zbyt dużo strat. Nie byliśmy skuteczni, jakby konstruowaliśmy niezłe akcje, ale brakowało tej kropki na i i wykończenia. Później się trochę może uspokoiliśmy. Jeszcze bardziej nastawiliśmy na zespołową grę i wielu graczy rzeczywiście dzisiaj zagrało na dobrym poziomie. Każdy, kto wchodził na boisko bez wątpienia dołożył się do tego zwycięstwa. Jest to wartościowa wygrana, ale po krótkim odpoczynku przygotowujemy się do tego, aby wygrać też w Opolu.
Nie wykluczam oczywiście, że będziemy trochę rotowali tą pierwszą piątką. Nie ma w tym niczego złego. Tu nie chodzi o to, aby się przyzwyczaić do tych ról i zawodnicy też muszą być gotowi na to, aby funkcjonować w różnych momentach meczu. Przemieszaliśmy też tę piątkę przed trzecią kwartą, bo to też była jakaś reakcja na to, co się działo w pierwszej połowie. Podkreślę jeszcze to, o czym mówiłem. Dzisiaj jakby w perspektywie całego meczu uważam, że każdy, kto pojawił się na parkiecie dał jakiś pozytywny impuls w którymś momencie, albo zagrał po prostu całościowo bardzo dobre zawody. Zespół ŁKS-u też jest bardzo specyficzny, bo sami grają na różne sposoby. Zdarza się, że obniżają bardzo mocno swoje ustawienie, choćby w końcówce Lewandowski na czwórce, Antypov na piątce. Antypov oczywiście też jest takim graczem bardzo trudnym do krycia, bo dysponuje bardzo szerokim wachlarzem umiejętności. Dlatego też trzeba, myślę, że tak trzeba podchodząc do ŁKS-u, szukać różnych rozwiązań i sprawdzać, co się sprawdza.
Co do Igora Wadowskiego to nie chodzi tylko o gotowość fizyczną. Tu chodzi właśnie o taką kompleksową gotowość do grania. Chciałbym też powiedzieć, może ktoś zapamięta. Musimy mieć to na uwadze, że to była jednak bardziej poważna kontuzja niż chyba się nawet spodziewaliśmy. Ta jego przerwa, absencja trwała bodaj 3,5 miesiąca, jeżeli dobrze pamiętam, a też warto pamiętać o takim szczególe, że Igor do tej pory nie miał żadnych poważnych kontuzji kończyn dolnych, że tak to ujmę więc jakby te kontuzje, które miał zwykle były związane z innymi częściami ciała. Trudno jest prognozować, kiedy on osiągnie optymalną formę. Musimy być cierpliwi, ale już przyznam, że on bardzo mocno teraz pracuje na treningach. Już gra chyba bez bojaźni, także myślę, że czas będzie działał na jego i naszą korzyść. I my na pewno będziemy robili coś, aby on te minuty dostawał. Mam nadzieję, że będzie się prezentował coraz lepiej, więc wtedy w konsekwencji pewnie będzie też coraz więcej grał.
Jest pełna wiara w to, że Paweł Kikowski będzie do dyspozycji. Natomiast też o tym chyba już mówiłem w trakcie którejś z konferencji, że ta kontuzja jest też na tyle skomplikowana, że trudno by było nawet oczekiwać od niego jakiejś konkretnej daty powrotu. Natomiast wydaje mi się, że on też robi duże postępy, robi coraz więcej ruchów koszykarskich.
Nawet jakaś taka luźna, powiedzmy gra jeden na jeden, już takie elementy u niego występują. Chciałbym, żeby był do dyspozycji, ale musimy szanować jego zdrowie. Także tutaj nikt w klubie nie popędza go i mam nadzieję i wierzę w to bardzo mocno, że nadejdzie taki moment w tym sezonie, że będzie on do naszej dyspozycji.
Na pewno środa była chyba moim najgorszym dniem, jaki przeżyłem w pracy trenera, bo sam poprzedni mecz wywierał tylko i wyłącznie negatywne emocje. Myślę, że to samo czuli zawodnicy, a wszystko inne było ok. Jeżeli chodzi o czwartek i piątek widziałem pełną mobilizację u zawodników w całym sztabie szkoleniowym, a także w klubie. Wszystkim nam zależało tylko i wyłącznie na tym, aby się zrehabilitować za ten środowy mecz. Myśleliśmy tylko i wyłącznie o meczu z ŁKS-em.
